Poznaj 3 kroki, które dały mi najwięcej szczęścia w życiu

Hej,

Nazywam się Patrycja Misiewicz i pomagam wrażliwym kobietom, które czują się niewystarczająco dobre, wartościowe i piękne.

Stworzyłam kurs „Jesteś w pełni wartościowa”, w którym udowadniam, że już teraz są wystarczająco dobre.

Uczą się w nim kochać siebie i stają się szczęśliwe.

Teraz przekażę Ci coś, dzięki czemu po raz pierwszy w życiu poczułam się spokojna, szczęśliwa i kochana.

Było mi tak dobrze, kiedy byłam jedynie sama ze sobą, i tak bardzo nie potrzebowałam nikogo ani niczego z zewnątrz. Nie było we mnie pustki do zapełnienia. Byłam pełna.

Przede wszystkim przekonałam się, co naprawdę znaczą te uczucia spokoju, szczęścia i miłości, a nie czym się tylko wydają. Ta wielka zmiana, zaczęła się od jednej decyzji i zupełnie nie spodziewałam się tego, że właśnie to ją zapoczątkuje.

Po kolejnej, trudnej dla mnie sytuacji, przez którą znowu czułam się tak nieszczęśliwa, opuszczona i rozbita emocjonalnie – postanowiłam sobie jedną rzecz. Coś, co było dla mnie jak gorąca kąpiel dla duszy, która dokładnie mi ją wyczyściła.

Podjęłam decyzję o tym, aby w pełni siebie zaakceptować. 

Pozwolić sobie czuć wszystko to, co czuję. 

I pozwolić sobie być dokładnie taką, jaka jestem teraz.

To było przeciwieństwem tego, co mnie niszczyło.

Bo jak myślisz, dlaczego poczułam się tak źle, jak wspomniałam wcześniej? 

Po raz kolejny nie byłam w stanie siebie zaakceptować. Nie pozwalałam sobie na błąd, mimo że on już przecież się pojawił. Stało się. Ale ja znowu nie byłam tak idealna, jak w głębi siebie chciałam być. Nie mogłam tego do siebie przyjąć. Nie mogłam przyjąć samej siebie.

To dzieje się wtedy, kiedy wszystko chciałaś zrobić dobrze, a tymczasem wszystko się popsuło. I nie jesteś w stanie sobie tego wybaczyć. Jak mogłaś zawieść innych? Jak mogłaś zawieść swoje postanowienia? Nie jesteś wobec siebie wyrozumiała. Dziwisz się jedynie, dlaczego znowu nie jesteś taka jakbyś chciała, taka jak inne kobiety, taka jaką powinnaś być.

Oto pełna nieakceptacja samej siebie takiej, jaka jesteś. Wiesz, co to oznacza? W trudnych chwilach nie jesteś dla siebie wspierającą przyjaciółką. Jesteś odwrócona do siebie plecami. Nie masz ze sobą kontaktu. Nie dostrzegasz siebie. I przez to, cokolwiek zrobisz, jest szansa że staniesz się bardzo nieszczęśliwa. Jedynie z tego powodu, że zrobisz coś źle i nie będziesz taka jak powinnaś. Czyli Twoje szczęście jest zależne od tego, czy będziesz idealna. A przede wszystkim nie darzysz miłością pierwszej osoby, która najbardziej na to zasługuje – Ciebie.

Moje 3 postanowienia.

Jeśli chcesz być szczęśliwa, jeśli chcesz aby w Twoim związku się układało, jeśli chcesz w końcu przekonać się co to znaczy “kochać i być kochaną” – zwróć swoją uwagę na siebie. 

Jaka jest jedna z rzeczy, które są tego częścią? 

Wybierz pełną akceptację. Ty zaakceptuj siebie. Nie czekaj aż ktoś inny to zrobi. Nie usiłuj na nią zasłużyć. To ma być bezinteresowny dar. Możesz zrobić to tak, jak ja to zrobiłam. 

Zaczęło się od trzech postanowień i w rezultacie trzech kroków, bo natychmiast zaczęłam je stosować:

1. W pełni uznałam swoje wszystkie i prawdziwe emocje. 

(Przyjęłam je do siebie takimi, jakie są. Pozwoliłam je sobie czuć. To było  takie swego rodzaju odpuszczenie. Tym razem przestałam wypierać, spinać się, bronić. Rozluźniłam się. Uspokoiłam).

2. Zrobiłam to przy jednoczesnej akceptacji samej siebie i tego jaka jestem teraz, razem z tymi uczuciami. 

(Wcześniej próbowałam wypierać to, co naprawdę czułam, nie akceptowałam swoich błędów i tego, jaka jestem w tej chwili. Nie przyjmowałam siebie, bo chciałam być inna. Tym razem zrobiłam coś odwrotnego. Przyjmowałam, godziłam się, akceptowałam).

3. Do tego zauważałam i doceniałam wszystko co robię dobrego, a także byłam świadomie ze sobą, obecna w danej chwili. 

(Czegoś ważnego, czegoś dla samej siebie, czegoś odkładanego. Nawet drobnostki. Przecież nie musiałam tego robić, a traktowałam to jako “oczywistość”. Gdy było zrobione, “wychodziłam na zero”. Ciągle było albo “mało”, albo “normalnie”, a nigdy “wystarczająco”, “dużo” i “dobrze”. Tym razem wybrałam te ostatnie warianty).

❤ Pierwszy krok: pozwoliłam sobie czuć emocje. 

Wszystkie. Zwłaszcza te, które wcześniej wypierałam. 

Do tej pory nie chciałam ich mieć. Miało być “idealnie” teraz, a nie było. 

Od czego zaczęłam to uznanie moich prawdziwych uczuć? 

Było mi naprawdę ciężko. Czułam się zła, rozczarowana i zrozpaczona. Właśnie wtedy przyjęłam te nieprzyjemne uczucia, jako część mnie. 

Pogodziłam się z nimi. Pogodziłam się z tym, co zrobiłam. Wybaczyłam sobie. Pozwoliłam istnieć tym uczuciom. Tym skutkom mojej niedoskonałości. 

Całkowicie szczerze, w zgodzie z samą sobą i z ciepłym sercem skierowanym do siebie, przyjęłam wszystko takim, jakie jest. 

“Wszystko” czyli całą siebie. Razem z moimi trudnymi odczuciami i z tym, co zrobiłam nie tak, jak chciałam. Mój błąd. Moją złość. Moją złość na to, że się złoszczę. 

Przestałam się zapętlać. Wszystko jakby ustało i było swobodne. Mogło być takim, jakim naprawdę było. A ja tylko obserwowałam.

❤ Drugi krok: akceptacja skierowana w moją stronę. 

Zaakceptowałam całą siebie. 

To było UCZUCIE akceptacji. 

Nie jedynie powtarzane słowa: “Akceptuję cię. Akceptuję. No przecież cię akceptuję!”. 

To było ciepło z serca, które do siebie wysyłałam. Nawet kiedy myślałam i mówiłam: “Akceptuję całą siebie”, było to przede wszystkim naładowane szczerym uczuciem. 

Usiadłam spokojnie, z wyprostowanymi plecami. Moje oczy czasami pozostawały otwarte, czasami spokojnie się przymykały. Przepełniłam się intencją zrobienia dla siebie czegoś dobrego. Podarowania sobie akceptacji. Czegoś, czego tak potrzebowałam. 

Zaczęłam do siebie mówić w taki sposób: 

“Akceptuję całą siebie. To, czego nie chciałam w sobie mieć. To, jak się czuję, jest w porządku. Taka teraz jestem. Przyjmuję siebie właśnie taką. Zrobiłam coś, przez co zaczęłam czuć złość. Nie chciałam, żeby tak wyszło. W porządku. Wszystko jest w porządku. Taką cię akceptuję. Wszystko jest z tobą dobrze. Jestem przy tobie”. 

Rozluźniałam swoje ciało coraz bardziej i bardziej, a moje serce stawało się coraz lżejsze. Zrzuciłam z niego spory ciężar. I zaczęłam delikatnie się uśmiechać.

❤ Trzeci krok: Pierwsza chwila, w której zaczęłam zauważać i doceniać to, co robię.

Miało to miejsce podczas mojej praktyki jogi. 

Tym razem nie skupiałam się tylko na oddechu, ale też na tym by od czasu do czasu zauważyć na głos to, co się dzieje. 

Poczułam, jak rozciąga się mój kręgosłup i spokojnie mówiłam: 

“Czuję, jak mój kręgosłup się rozciąga. Robię dla siebie coś dobrego”, 

“Jestem dla siebie ważna”, 

“Wszystko jest w porządku. Spokojnie dbam o swoje ciało”. 

Nie były to puste słowa. 

Ja naprawdę czułam to, co do siebie mówiłam. 

Szczerze, z sercem, robiłam dla siebie coś dobrego ze świadomością, jak jestem dla siebie ważna. 

Bo taka była moja decyzja – postanowiłam postrzegać siebie jako kogoś najważniejszego. W zdrowy sposób, bez wywyższania się nad innymi ludźmi. Jedynie w swoich oczach, w moim życiu, dla samej siebie. Z przekonaniem, że jestem równie ważna, jak inni, a inni są równie ważni, jak ja. I każdy człowiek powinien zrobić to dla samego siebie – widzieć swoją wartość, niezależną od niczego i być dla siebie ważnym.

A DO TEGO BĄDŹ ŚWIADOMA

To było zauważeniem tego, co robię dla siebie dobrego, ale też bycie tu i teraz, w danej chwili. 

Tego typu bycie świadomą i to jak najczęściej, pomogło mi dostrzegać samą siebie, co oprócz akceptacji również składa się na okazywanie sobie miłości. Poza tym, jest to bardzo ważna umiejętność ogólnie, w życiu. 

Czułam całą sobą daną chwilę. Patrzyłam na siebie naprawdę, a nie tylko powierzchownie. Moją uwagę kierowałam do tej wewnętrznej siebie, która jej potrzebowała. Tak, jakbym dostrzegła swoje własne serce, a ono w odpowiedzi na to radośnie drgnęło.

Świadoma, świadoma, świadoma. 

Przyglądam się sobie i temu, co się dzieje. 

Jestem tu i teraz. Czuję tę chwilę. Daję sobie pełną uwagę. Zauważam to, co robię dla siebie dobrego. 

A robię to dlatego, że jestem dla siebie ważna. Akceptuję siebie w pełni, zwłaszcza w tych trudnych chwilach, kiedy coś mi nie wychodzi. A od teraz, przede wszystkim zauważam i doceniam wszystko to, co mi wychodzi. Bo wszystko co robię jest ważne.

Ty zrób dla siebie to samo.

Głęboka, bezgraniczna akceptacja samej siebie.

Od dnia, w którym połączyłam niemal chwila po chwili, te wszystkie trzy kroki, zaczęła się moja głęboka miłość do samej siebie.

Była to podstawa, której mi brakowało.

Oczyszczenie, które musiało nastąpić, aby zrobić miejsce dla dobrych rzeczy, które sobie dawałam.

Do tej pory coś mnie blokowało. Byłam czymś zanieczyszczona.

Robiłam coś, co mnie uszczęśliwiało i czułam się naprawdę dobrze, jednak do czasu mojego następnego potknięcia.

Wtedy wszystko legało w gruzach.

Nieistotne, jak wiele miłości dałam sobie wcześniej. Kiedy coś szło “nie po mojej myśli”, spadałam w tak samo ciemny i głęboki dół, z którego wcześniej udało mi się wydostać. Na chwilę. A potem wracałam tam znowu, i znowu.

Od chwili, kiedy w końcu “dałam za wygraną” i zaakceptowałam siebie w pełni, nie miałam już gdzie spadać.

Słowa “nie miałam już gdzie spadać” nie oznaczają, że wszystko zaczyna być idealne! W dalszym ciągu pojawiają się trudniejsze chwile.

Po dłuższym czasie zdarzyło mi się nawet czegoś nie akceptować! Nie trwało to jednak długo, bo wiedziałam, co trzeba zrobić.

Zaakceptowałam swoją nieakceptację. 😉

Teraz gdy jest ciężko, nie utrudniam sobie tego jeszcze bardziej i nie ranię siebie. Nie wypieram uczuć i nie mam sobie niczego za złe. Nawet jeśli początkowo już coś takiego się we mnie pojawiło. Godzę się z tym, co się dzieje i w pełni akceptuję siebie w obliczu tego.

Błędy będą się zdarzać, bo jako ludzie jesteśmy przecież nieidealne.

Pomyłki, niedoskonałości, ogromne gafy. Uszczerbek w wyglądzie. Niedociągnięcie w pracy. Wytknięcie wad i twoich bolesnych punktów przez kogoś z zewnątrz.

W obliczu tego wszystkiego, najważniejsze i w pełni wystarczające jest to, abyś miała tylko jedną rzecz – swoją własną, głęboką, bezgraniczną, bezwarunkową i kochającą akceptację. 🤍

Dodatkowo chcę Cię zaprosić na mój kurs online „Jesteś w pełni wartościowa”

Dzięki niemu:

  • całkowicie zaakceptujesz siebie
  • bezgranicznie się pokochasz
  • zapanujesz nad swoimi emocjami
  • poznasz prawdziwą siebie

I wiele więcej…